Co noszę w mojej torbie antystresowej? — moje codzienne wsparcie dla głowy
Mam taką jedną kosmetyczkę, którą noszę zawsze. Nawet wtedy, kiedy idę „tylko na chwilę”. Nie ma w niej szminki ani pudru. Są w niej rzeczy, które ratują mnie w trudnych momentach dnia — kiedy stres zaczyna się robić nie do zniesienia, kiedy jestem zmęczona, kiedy potrzebuję 5 minut tylko dla siebie.
Pomyślałam, że to fajna sprawa, żeby się tym z Wami podzielić 🙂 Bo może ktoś z Was też kompletuje swoją torbę antystresową, a może Was zainspiruję, żeby zacząć.
Zaglądamy razem?
1. Olejek arganowy w mini-buteleczce
Na samym dnie torby trzymam małą buteleczkę olejku arganowego. Kupiłam kiedyś większą (te 50 ml) i przelałam część do takiej maleńkiej buteleczki rollerowej (10 ml). Tyle wystarczy mi na miesiące.
Używam go do wszystkiego:
- kropla na końcówki włosów po długim dniu (kiedy stają się elektryzujące i suche),
- kropla na paznokcie i skórki, kiedy zauważę, że są popękane,
- na ust po kawie (dehydratacja!),
- czasem nawet jako szybki SOS na ciemne kółka pod oczami — delikatnie wklepane.
Olejek arganowy to „płynne złoto” — naprawdę, on działa cuda. Pisałam o nim szczegółowo tutaj: Olejek arganowy — płynne złoto 🙂
2. Słuchawki bezprzewodowe
Zawsze, ale to zawsze noszę przy sobie słuchawki. Małe, douszne, bezprzewodowe.
Bo nie wiem, kiedy trafia mnie chwila ciszy. Kiedy będę 20 minut wcześniej na spotkaniu, kiedy pociąg będzie spóźniony, kiedy stojąc w kolejce w aptece poczuję, że muszę odetchnąć. Wtedy słuchawki + telefon + dobra aplikacja = mam swoje 5 minut spokoju, gdziekolwiek jestem.
To prowadzi mnie do punktu trzeciego.
3. Telefon z aplikacją Relaksacja
Mam w telefonie aplikację, która jest moim codziennym ratunkiem. Nazywa się po prostu „Relaksacja” — jest dostępna na Androida w Google Play.
To nie jest jakaś nowomodna apka medytacyjna z kalifornijskim akcentem i miesięczną subskrypcją. To jest zestaw ponad 50 polskich nagrań relaksacyjnych: Trening Jacobsona (progresywna relaksacja mięśniowa), Trening Autogenny Schultza, Magiczne Miejsce (wizualizacja na stres), nagrania na sen, sesje antystresowe, koncentracja przed wystąpieniem.
Wszystko po polsku, wszystko w jednej aplikacji, wszystko zawsze pod ręką w telefonie.
Używam jej tak:
- W pociągu albo autobusie: 10-minutowa wizualizacja „Magiczne Miejsce” — i wjeżdżam do pracy spokojna.
- W przerwie obiadowej: kiedy nie ma jak się ruszyć (deszcz, zima), zakładam słuchawki, odpalam Trening Jacobsona i lecę 15 minut.
- Po trudnym spotkaniu: 5-minutowa sesja antystresowa w łazience albo w samochodzie. Wracam do biurka jak nowa.
- Wieczorem przed snem: nagranie na sen w słuchawkach, wygaszony ekran, leżę. Zasypiam wcześniej i lepiej.
Aplikację znajdziecie tutaj: Aplikacja Relaksacja na Google Play (Android). Jest pierwsza w mojej kosmetyczce stresu, bo z tych wszystkich rzeczy najczęściej z niej korzystam.
Jeśli wolisz zamiast aplikacji konkretne nagrania na płycie albo do pobrania, jest też cała kategoria Relaksacje audio — tam są te same nagrania w wersji MP3.
4. Mała buteleczka soli fizjologicznej
Tak, naprawdę 🙂 Małą buteleczkę soli fizjologicznej (5-10 ml) trzymam na drugą sytuację:
- Kiedy oczy są suche i piekące po długim patrzeniu w ekran — kropelka do każdego oka i robi się od razu lepiej.
- Kiedy w klimatyzowanym biurze suszy mi się nos — kropelka w każde nozdrze (to taka pre-Jala-Neti w wersji travel).
- Kiedy ktoś obok kicha i wiem, że za chwilę i ja się przeziębię — przepłukuję nos.
O Jala Neti, czyli pełnym jogicznym płukaniu nosa, pisałam tutaj: Jala Neti, czyli płukanie nosa. W domu robię to codziennie. W terenie wystarczy mi sól fizjologiczna w buteleczce.
5. Maleńki notes na dobre myśli
Mały, kieszonkowy notes (taki na 50-100 stron) i długopis. Zawsze przy sobie.
Co tam piszę? Trzy rzeczy, codziennie:
- Rano: 3 rzeczy, za które jestem dziś wdzięczna.
- W ciągu dnia: jak coś mnie zezłości albo zdenerwuje — wypisuję to, co czuję. Sam akt wypisania emocji na papier magicznie obniża ich intensywność. Bates by powiedział, że to też ćwiczenie dla oczu — bo napięte oczy często idą za napiętymi emocjami 🙂
- Wieczorem: 1 rzecz, której się dziś nauczyłam o sobie.
O sile pozytywnych myśli i ich wpływie na nasze ciało pisałam też tutaj: Dobre myśli oraz tutaj: Doświadczenie z wodą — jak nasze myśli i słowa wpływają na nas.
To zaskakujące, jak nawet jedna minuta pisania potrafi zmienić cały dzień.
6. Kostka lodu w mini-termosie (latem)
Latem, kiedy biuro jest gorące, a ja czuję, że twarz jest spuchnięta od długiego siedzenia przy biurku, sięgam po lód.
Mam mini-termos (taki na napoje, ze stali nierdzewnej) i wkładam do niego rano kilka kostek lodu. Trzymają się 4-5 godzin. Kiedy mam moment, biorę kostkę i robię szybki masaż twarzy lodem — okrężnymi ruchami po policzkach, brodzie, czole.
Rezultat? Twarz natychmiast się rozjaśnia, obrzęki znikają, naczynia krwionośne się obkurczają, a po pięciu minutach wyglądam jak po godzinnym śnie. Pisałam o tym dokładnie: Masaż kostkami lodu.
To jest moja sekretna broń przed ważnymi spotkaniami 🙂
7. Kawałek dobrej, gorzkiej czekolady
Bo magnez. Bo dopamina. Bo czasem ciało po prostu potrzebuje czegoś dobrego, a my zamiast słuchać, sięgamy po batonik z syropem glukozowo-fruktozowym i tonimy w nim emocje.
Mam zawsze w torbie 1-2 kostki dobrej, ciemnej czekolady (minimum 70% kakao). To nie jest słodycz — to jest mała dawka magnezu, polifenoli i przyjemności w jednym.
Kiedy widzę, że zaczynam zjeżdżać energetycznie albo nerwowo, sięgam po jedną kostkę. Powoli ją rozpuszczam w ustach (nie połykam jak żwirek). Trwa to 2-3 minuty. Wystarczy.
To jest dla mnie samoopieka — taka konkretna, fizyczna, smakowa.
Co jeszcze rozważam dodać do mojej torby?
Ostatnio myślę o:
- Kropli olejku lawendowego do rąk — szybkie aromaterapeutyczne uspokojenie.
- Małej książce z stereogramami — bo czasem 5 minut Magicznych Obrazów 3D w pociągu działa lepiej niż scrollowanie Instagrama.
- Małej karty z mantrą — jednym zdaniem, które przypomina mi, kim jestem.
Dam Wam znać, jak się przyjmie 🙂
Po co mi to wszystko?
Możecie pomyśleć, że to jakaś nadmiarowość — niemożliwie pełna torba dla nadmiernie rozhisteryzowanej kobiety 🙂
Ale prawda jest taka, że nikt nie urodził się odpornym na stres. Nasze ciała są te same, co u naszych prababek — tylko świat dookoła zmienił się dziesięciokrotnie. Stres jest większy, ekranów więcej, snu mniej, ciszy prawie wcale.
Te małe rzeczy w torbie to nie luksus. To moja samoobrona przed wypaleniem, przed bólem głowy o 16:00, przed bezsennością o 2:00.
Zachęcam, żeby każda z Was zrobiła swój własny zestaw. Nie musi być taki sam jak mój — niech będzie Twój. Niech zawiera rzeczy, które naprawdę Cię kojąją. Bo każda z nas ma inne źródła stresu, ale każda ma prawo do tych 5 minut, które są tylko jej.
Trzy rady na koniec
- Zacznij od jednej rzeczy. Nie kompletuj całej torby od razu. Wybierz jedną rzecz, która brzmi dla Ciebie najlepiej (może to być aplikacja Relaksacja, może mały notes, może olejek arganowy) i używaj jej przez tydzień.
- Buduj zwyczaj, nie kolekcję. Lepiej mieć jedną rzecz i naprawdę z niej korzystać codziennie, niż mieć całą torbę narzędzi, do których nigdy nie sięgamy.
- Bądź dla siebie miła. Cel nie jest taki, żeby idealnie ogarniać stres. Cel jest taki, żebyśmy same dla siebie były dobrymi opiekunami. Tak jak dla dzieci, dla bliskich, dla przyjaciół.
Dbajcie o siebie codziennie i pamiętajcie, że samoopieka to nie luksus — to konieczność 🙂
Pisać w komentarzach, co Wy macie w swoich torbach antystresowych! Bardzo jestem ciekawa.
Polecane:
- Aplikacja Relaksacja na Android (Google Play) — moja „kosmetyczka stresu” w telefonie
- Zestaw na stres — komplet nagrań antystresowych do pobrania
- Cała kategoria relaksacje audio
- Magiczne Obrazy 3D — relaks dla oczu
Inne posty z tej kategorii: